<title_newspaper="ycie Warszawy"> 
<title_article="Architekci Korei o Warszawie> 
<author_1=A.W. Wysocki> 
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="7">
<date=1952-07-25>
<period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Kim Hen czil, Pak Kim zze, Kan Czor han.Trzej szczupli i drobni synowie dalekiej Korei. W klapach jednakowych jasnostalowych bluz, niepoblade jeszcze wstki odznacze i orderw  wiadectwo bojowej,
najwieszej przeszoci. Przyjechali do nas na zaproszenie Stowarzyszenia Architektw Polskich, aby wzi
udzia w 10-dniowej wycieczce, urzdzonej dla architektw z 20 rnych krajw europejskich i zamorskich.
Ile to razy w cigu tych trzech niezapomnianych dni dotychczasowej bytnoci w naszym kraju nogi same niosy
nas do miejsc, ktrych nie zablini jeszcze czas, ktrych nie zdy wygadzi twrczy wysiek robotnika. Ile to razy, stojc na rumowisku dawnego getta, patrzc na Plac Krasiskich, czy Starwk, napotykalimy jake znajomy dla nas widok: gruzy, pustka, gruzy...
I tu pod stertami omszaych ju cegie zarosych chwastami, yli kiedy ludzie. I tu, gdzie z rzadka tylko napotkasz dzi przechodnia ttnio ycie, kipia ruch uliczny, yo miasto. Zupenie jak u nas w Korei...
Ale wystarczy oto przej par tylko krokw, by znale si w nowym wiecie. Na placu nazwanym imieniem  jednego z wielkich wodzw rewolucji. By znale si wrd ttnicych nowym rytmem blokw muranowskich, wyrosych na takiche gruzach, jak te ktre rozpocieraj si opodal. A jeszcze par minut i ju otoczy ci, przybyszu, kunsztowna biel MDM-owskich blokw  pery nowego, socjalistycznego budownictwa.
Ten widok, wszystko to czego jestemy wiadkami w budujcej si Warszawie napaja nas szczegln radoci. Radoci, a zarazem i ufnoci. To bowiem, co widzimy u was, to najlepszy dowd tego co moe zdziaa nard kroczcy do socjalizmu. Z  jakimi ranami zadanymi wojn, z jakimi trudnociami poradzi sobie moe wolny czowiek.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1>
